Prasówka 6

[Wpis pierwotnie ukazał się w moim blogu w portalu magazynwino.pl]

Dziś przede wszystkim o winach, których raczej nie pijamy.

Wina legendarnego producenta z Burgundii, Domaine de la Romanée-Conti, trafiają na rynek w tak niewielkich ilościach, że jak słusznie pisze w swoim blogu Jamie Goode, nawet jeśli kogoś na nie stać, to nie tak łatwo dopchać się do początku kolejki, by coś kupić. Stałem kiedyś przed lodówką, w której leżała sobie butelka La Tâche za „jedyne” 500 euro i zaczynałem już montować grupę, która by się na nią zrzuciła, ale zawahaliśmy się, a teraz sobie w brody plujemy, pocieszając się, że na pewno była korkowa. Dziś o takich cenach trudno marzyć, butelka z roku 2008 kosztuje w Londynie ponad 500 funtów jeszcze bez podatków i możemy sobie co najwyżej poczytać, co o dzisiejszej londyńskiej degustacji całego portfolio DRC piszą Tim Atkin i Jamie Goode.

Do win których nie pijamy należy też słynny Château Pétrus. Amerykański dziennikarz Mike Steinberger, który publikuje w internetowym dzienniku Slate (i którego winopisanie gorąco polecam), napił się Pétrusa ze słynnego rocznika 1947. To znaczy napił się, ale nie jest do końca pewien, czy to naprawdę był to Pétrus i czy rzeczywiście z tego rocznika. Rzecz w tym, że okazja do otwarcia butelki była nietypowa. Steinberger w czerwcu ub. r. opublikował świetny artykuł o głośnych wówczas (a i niedawno przypomnianych przez media za sprawą pewnej sądowej ugody) oskarżeniach grupy kupców i kolekcjonerów rzadkich win o ich fałszowanie i sprzedawanie jako oryginałów. Nie będę wchodził w szczegóły, polecam oryginalny artykuł z ub. roku i jego nieoczekiwaną kontynuację, w której Steinberger opisuje kolację, podczas której siedział obok jednego z nie całkiem pozytywnych bohaterów swego zeszłorocznego artykułu.

Zejdźmy teraz na ziemię, ale nie polską, a chińską. Za kilka dni rozpoczyna się chiński Nowy Rok i będzie to rok Królika (podobno nie jest to zwykły królik, ale nie będę wchodził w szczegóły, na których i tak się nie znam). Brytyjski dziennikarz Nick Stephens wytropił kilkanaście win z królikami związanych i napisał o nich w swoim blogu. Jeśli macie chińskich przyjaciół, ta wiedza może się Wam przydać. A piszę o tym przede wszystkim dlatego, że w tym samym blogu, ale dzień wcześniej, ukazał się artykuł Stephensa o winach chińskich (już bez królików), a także o rynku win w Chinach.

Gary’ego Vaynerchuka czytelnikom Magazynu WINO nie trzeba przedstawiać (tu i tu). Warto jednak przeczytać jak sam Gary pisze o swoim tygodniu pracy.

Zmęczonych klikaniem i czytaniem odsyłam natomiast na stronę National Geographic, gdzie można podziwiać nieskończenie głębokie zdjęcie. Niezależnie od tego, co sądzimy o amerykańskich winach, parków narodowych możemy Amerykanom naprawdę zazdrościć.



Kategorie:Prasówka, Wino

Tagi: , , , , , , , , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: