Fotoreportaż z pewnej winnicy

Zeszłotygodniowa wizyta w warszawskiej siedzibie importera Centrum Wina przedstawiciela domu szampańskiego Bolllinger (pisał o niej Wojciech Bońkowski, tutaj na nie, bo drogo, i tutaj na tak, bo jednak bardzo smacznie), zakończona degustacją słynnego szampana Vieilles Vignes Françaises z rocznika 2002 skłoniła mnie, żeby pokazać tu kilka zdjęć zrobionych w Clos Saint Jacques, jednej z dwóch starych, przedfilokserycznych winnic, z których to rzadkie wino powstaje.

Tabliczka przy wejściu

Położona niemal w samym centrum Aÿ i otoczona murem winnica ma zaledwie 21 arów (0,21 ha) (druga winnica dająca grona na to wino, Chaudes Terres, jest tylko odrobinę większa, ma 24 ary, była też trzecia, 13-arowa Croix Rouge w Bouzy, ale kilka lat temu padła ofiarą filoksery).

Widok z dołu

Wyjaśnienia wymaga zapewne pojęcie „winnicy przedfilokserycznej”. Clos Saint Jacques istnieje w tym miejscu i mniej więcej w tej formie od ponad 100 lat, została założona zanim winnice Szampanii (i całej Europy) spustoszył przywleczony z Ameryki szkodnik, niewielka mszyca, niszcząca korzenie winorośli filoksera (pisałem o niej w Magazynie WINO). W tym akurat miejscu, dzięki dużej zawartości piasku w glebie, czego filoksera nie znosi, oryginalnym krzewom pinot noir udało się przetrwać kataklizm. Nie znaczy to jednak, że rośliny, które widzimy tu dziś, są tymi samymi, które rosły w tym miejscu pod koniec XIX wieku.

Te krzewy nie wyglądają na stuletnie

Wszystkie są jednak potomkami roślin z tamtych czasów, wszystkie też rosną na własnych korzeniach, a nie, tak jak zdecydowana większość europejskich winorośli, na odpornych na filokserę korzeniach gatunków hybrydowych, amerykańsko-europejskich.

Clos Saint Jacques z profilu

Samo „sadzenie” nowych krzewów w miejscu, gdzie poprzedni, zbyt już stary i nieproduktywny trzeba było usunąć, odbywa się przy pomocy starej metody, niemożliwej do powtórzenia w dzisiejszych winnicach, z powodu stałego zagrożenia filokserą. Końcówkę długiego pędu wypuszczonego przez sąsiednią roślinę zakopuje się w ziemi i gdy po jakimś czasie końcówka ta się zakorzeni, odcina się pęd od rośliny macierzystej i postawiony niejako na głowie staje się on pniem nowej rośliny.

Tu jest szczególnie ciepło

A samo wino?

 

Butelka, już pusta

Bardzo dobre, choć nie był to najlepszy szampan jaki dotąd piłem. Cieszę się jednak, że mogłem spróbować (w tym miejscu podziękowania dla importera za zaproszenie!), być może była to jedyna szansa, lata lecą, a jak pokazuje przykład trzeciej winnicy, filoksera tylko czyha na okazję. Wino nie powstaje co roku, w roku 1996, jeszcze z trzech winnic, zrobiono 2600 butelek, w roku 2002 podobno kilkaset (w jednej z relacji z degustacji tego wina w Londynie przeczytałem, że cały przydział na rynek brytyjski to kilkanaście butelek, w Warszawie w zeszłym tygodniu otwarto dwie). Pijąc je (nie wypluwałem) pamiętałem, że to rzadka już dziś okazja do spojrzenia w przeszłość, choć nikt nie twierdzi, że dokładnie tak samo smakowały szampany 130 lat temu. Winnice mogły wyglądać podobnie, tyle innych rzeczy się jednak zmieniło.

Ostatni rzut oka na winnicę



Kategorie:Historia, szampan

Tagi: , , , , ,

2 replies

  1. Świetne zdjęcia! Dzięki za zamieszczenie. Widać że w miejscach nasadzeń gęstość winorośli jest kosmiczna. Przedstawiciel Bollingera wspominał coś o orce koniem, ale jak widać jest to możliwe tylko w tych paru pasach pomiędzy skupiskami krzewów.

  2. Andrzeju,
    A jaki szampan, który do tej pory piłeś, był najlepszy?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: